Mam 24 lata i 5-letnią córkę. Właśnie wyprowadziłam się z miasta, gdzie przeszłam piekło. Moja matka - schizofreniczka od wielu lat znęcała się nade mną nawet wtedy, gdy mieszkałam w wynajętym mieszkaniu. Pisała doniesienia na prokuraturę wypisując kłamstwa i oszczerstwa, w efekcie przyznano mi kuratora, który miał nadzorować proces wychowywania mojego dziecka.
Dziecko wychowuję sama od czterech lat, ojciec dziecka wogóle się nim nie interesuje. Ciężko pracowałam, by mojemu dziecko zapewnić wszystko, starałam się jak mogłam. Moja matka nie dawała mi spokoju, była zdolna włamać się do mojego mieszkania, by mnie okraść. Próbowała mnie sądownie zamknąć w zakładzie psychiatrycznym, ale biegli sądowi orzekli, iż jestem zdrowa. Musiałam uciec z tego miasta, by nie popełnić samobójstwa z nienawiści do matki i życia.
Czuję się kompletnie załamana psychicznie. Obecnie mieszkam w Krakowie. Kilka osób mi pomogło i wynajęłam pokój dla nas za grosze. Szukam pracy.
Nieustannie nęka mnie depresja. Czuję się całkowicie bezradna życiowo, strasznie samotna. Nie mogę liczyć na pomoc rodziny, brakuje mi wsparcia. Są problemy z przedszkolem dla dziecka. Mam bardzo poważne załamanie nerwowe. Moja matka przez te wszystkie lata tak mi szkodziła, że trudno mi jest otrząsnąć się z tego wszystkiego. Czasem czuję się po prostu bezradna, nie mam siły na nic. Czuję się strasznie.
Myślałam o tym, by moje dziecko na pół roku umieścić w domu dziecka i w tym czasie odbic sie psychicznie. Czy to jest rozwiązanie?
Dziecko odwiedzałabym przy każdej okazji, a naprawdę jestem w kompletnym dołku. Nie mam siły na nic. Czuję się jak ta biedna Matka Polka, wiecznie przytłoczona życiem. Nie wiem, co zrobić. Myślałam o tym, że w tym czasie miałabym szansę podejść do egzaminów, których zdanie ułatwiłoby mi pracę i polepszylo zarobki.
Boję się, że gdy wpadnę w depresję, całkowicie stracę kontrolę nad życiem.